Warzenie piwa, a inżynieria oprogramowania

First Ollie beer bottles

Zabutelkowane First Ollie

Wstęp

Zaczęło się od tego, że znajomy zaprosił mnie na posmakowanie piw, które uwarzył jego kolega w nowo założonym browarze. Byłem bardzo ciekawy. Piwa okazały się znakomite. Ten wieczór zainspirował mnie, żeby dowiedzieć się, jak wygląda proces warzenia piwa oraz spróbować zrobić swoje piwo w domu.

Zacząłem więc od ogólnych filmów na YouTubie. Zapoznałem się z głównymi etapami warzenia piwa, składnikami oraz najczęściej używanymi metodami. Po zapoznaniu się z podstawami przeczytałem też książkę "Jak warzyć piwo" Johna Palmera.

Jak powstaje piwo?

Wyjaśnię w bardzo dużym skrócie jak się robi piwo. Piwo zazwyczaj składa się z czterech składników: wody, słodów zbożowych, chmielu oraz drożdży. Słody to ziarna zbóż, które zaczęły kiełkować, ale w odpowiednim momencie zostały zatrzymane i wysuszone (aby zmaksymalizować skrobię w ziarnach). Te słody są odpowiednio mieszane w wodzie. Następnie gotujemy mieszaninę wraz z dodanym chmielem, aby mieć pewność, że w roztworze nie ma żadnych niepożądanych bakterii. Teraz najważniejsze. Po schłodzeniu roztworu dodajemy drożdże, które są jednokomórkowymi grzybami. Drożdże zjadają cukry z naszego roztworu i produkują z niego alkohol (etanol) oraz dwutlenek węgla. Tak w skrócie powstaje piwo.

Dlaczego?

Moją inicjalną motywacją do spróbowania warzenia piwa w domu była chęć poznania samego procesu oraz ciekawość "jak daleko" takie piwo będzie odbiegało od piw ogólnodostępnych w sklepach czy barach. Kolejnym powodem była potencjalna możliwość dostosowania receptury do moich własnych preferencji. Coś unikalnego, czego nie da się kupić. Ponadto w tych czasach, kiedy niemal wszystkie artykuły spożywcze kupujemy w sklepach, fajnie jest mieć własnoręcznie zrobione "przetwory".

Pierwsza warka

W aktualnych czasach naturalnym krokiem dla początkującego piwowara domowego jest użycie "brew kitu", czyli gotowego zestawu startowego, który zawiera wszystkie wymagane składniki. Taki właśnie był też mój pierwszy krok. Zamówiłem zestaw, z którego powinno wyjść piwo typu American Amber Ale.

Poza samym zestawem, potrzebowałem jeszcze niezbędnych przyrządów, takich jak fermentor, wąż do rozlewania, glukoza, butelki, kapsle, kapslownica, itd. Szczęśliwie Browamator oferuje również zestawy startowe zawierające wymagane przyrządy. Właśnie od takiego gotowego zestawu zacząłem.

Nadszedł dzień wstawienia pierwszej warki. W przypadku brew kitów, proces jest uproszczony. Wystarczy gotować przygotowane rozcieńczone ekstrakty, dodać chmiel, schłodzić i przelać do odkażonego fermentora. Kiedy temperatura w fermentorze spadła do około 19-20°C, dodałem drożdże i zamknąłem fermentor. Teraz nadszedł najtrudniejszy etap. Czekanie... Po około 10 dniach, zgodnie z instrukcją, dodałem dodatkową porcję chmielu do fermentora na kolejne 4 dni (tak zwane "chmielenie na zimno").

Po około dwóch tygodniach, pobrałem próbkę, aby upewnić się, że fermentacja się zakończyła (poprzez zmierzenie gęstości). Wynik był pozytywny, więc przyszedł czas na butelkowanie. Butelki zostały odkażone, a do każdej z nich dodałem około 4g glukozy. Glukoza jest potrzebna do refermentacji w butelkach, która spowoduje, że piwo będzie gazowane. Co trwa kolejne dwa tygodnie... Czekanie przy pierwszej warce było dosyć ciężkie. Zdecydowanie najtrudniejsza część procesu.

Po około 10 dniach od butelkowania schłodziłem jedną butelkę na pierwszy test. Wynik był bardzo zadowalający! Piwo miało piękny bursztynowy kolor, stabilną pianę i wyczuwalny aromat chmielowy. W smaku było bardzo ciekawe. Pamiętam, że moja pierwsza myśl, to "to już jest lepsze niż większość piw dostępnych w sklepach". Byłem bardzo usatysfakcjonowany.

Kolejne próby

Jak już wspominałem, podczas pierwszej warki było dosyć dużo czekania. Postanowiłem w międzyczasie uwarzyć ciemne delikatne oraz niskoalkoholowe piwo dla mojej żony. Coś w stylu Dark Mild Ale. W tym przypadku nadal użyłem ekstraktu, ale dodatkowo użyłem też dodatkowych słodów, które miały dodać ciemnego koloru oraz karmelowego posmaku.

Wspomniane piwo dla żony było pierwszym eksperymentem, więc zrobiłem mniejszą warkę o objętości około 6 litrów. W związku z tym zostało mi całkiem sporo ekstraktu słodowego. Postanowiłem więc wstawić kolejną warkę. Tym razem wybór padł na jeden z moich ulubionych (na tamten czas) gatunków piwa, czyli Belgian Blond Ale. Okazało się, że to piwo ma całkiem prostą recepturę. Zatem moją trzecią warką było właśnie Belgian Blond Ale.

Po pewnym czasie zdecydowałem się na kolejny krok - uwarzyć piwo z zacierania słodów. Można powiedzieć, że jest to już pełnoprawna metoda warzenia piwa, która jest używana w małych i dużych komercyjnych browarach. Chodzi o to, aby użyć słodów jęczmiennych, pszenicznych lub innych (zależy od gatunku piwa), a następnie utrzymać je w wodzie o ustalonej temperaturze oraz przez ustalony czas, tak aby zmienić skrobię w słodach w prostsze cukry fermentowalne, z którymi drożdże będą mogły sobie poradzić. Ze względu na fakt, że nie mam garnka o pojemności 30 litrów lub większej, zrobiłem częściowe zacieranie (w 11 litrach), które następnie zostało uzupełnione ekstraktem, tak aby uzyskać pożądaną gęstość inicjalną (która wpływa na finalną zawartość alkoholu w piwie). Efekty tego warzenia ujawnią się w niedalekiej przyszłości, natomiast sam proces przebiegł pomyślnie.

Efekty

W efekcie po prawie dwóch miesiącach i czterech warkach wyszło około 130 butelek piwa z czterech różnych gatunków. Dużą częścią tego podzieliłem się z rodziną i przyjaciółmi, pozostałe butelki leżakują w piwnicy. Wyszło tego nawet trochę za dużo. Wynika to z faktu, że zazwyczaj receptury są na objętość ~20 litrów. W moim przypadku, gdzie jeszcze jestem w fazie eksploracji różnych gatunków piwnych, zapewne lepszą strategią byłoby warzenie warek o mniejszej objętości, na przykład ~10 litrów. Z drugiej strony w tych przypadkach mam wrażenie, że nakład pracy nie jest adekwatny do efektów.

Jako ciekawostkę mogę podać, że cena produkcji jednej butelki piwa (0.5 litra) w moim przypadku wyniosła około 1.5 PLN (~0.35 USD). To jest oczywiście przy założeniu, że już się posiada wymagany sprzęt do fermentacji oraz butelkowania. Czyli łączna cena surowców podzielona przez liczbę butelek.

Etykiety

Mając kilka rodzajów piwa oraz co najmniej kilkadziesiąt butelek, stwierdziłem, że niezbędne będzie oznaczenie butelek. Wykorzystałem tę okazję, aby zaprojektować własny szablon etykiet, nadać nazwę mojemu "browarowi" oraz wymyślić nazwy dla uwarzonych piw. Było to bardzo kreatywne oraz zabawne ćwiczenie, bardzo mi się to podobało. W efekcie powstałe etykiety nadały relatywnie profesjonalny oraz rzemieślniczy charakter moim butelkom.

Warzenie piwa, a inżynieria oprogramowania

Po przejściu, kilka razy, całego procesu warzenia piwa, od zamówienia surowców, do otwarcia pierwszej butelki naszło mnie kilka refleksji. Chciałbym tutaj porównać te dwa wytwórcze procesy oraz podzielić się moimi spostrzeżeniami i odczuciami.

Namacalny produkt - w przypadku procesu warzenia piwa, na końcu otrzymujemy namacalny produkt. Butelkę, którą możemy wziąć do ręki. Otworzyć lub wręczyć komuś. Z jakiegoś powodu było to bardzo satysfakcjonujące. W przypadku inżynierii oprogramowania prawie zawsze końcowy produkt jest wirtualny.

Kompletność - uwarzone i zabutelkowane piwo jest gotowym produktem, który w istotny sposób nie zmieni swoich właściwości ani przeznaczenia. W przypadku cyfrowych produktów prawie nigdy nie jest to prawda. Ciągłe zmiany, usprawnienia, aktualizacje, nowe funkcjonalności, poprawki błędów itp. Oczywiście nie jest to dziwne. Obie te rodziny produktów są zupełnie innej natury i nie ma nic złego w tych różnicach. Natomiast efekt kompletności, na pewno wpłynął na moje poczucie satysfakcji z procesu warzenia piwa.

Dystrybucja - w przypadku piwa, dystrybucja jest bardzo prosta. Mogę zabrać butelki i fizycznie wręczyć je komuś. Jest to na tyle naturalna czynność, że nie trzeba niczego wyjaśniać. W przypadku oprogramowania, jest to bardziej skomplikowane. Jeśli produktem jest aplikacja webowa, to wystarczy podać adres URL. To byłoby całkiem proste ale zazwyczaj wiąże się to ze stworzeniem nowego konta lub konfiguracją. Jeszcze gorzej, jeśli produktem jest biblioteka lub framework. W tych przypadkach przenosimy na użytkownika trudy integracji oraz eksploracji API. Z drugiej strony w przypadku oprogramowania, dostęp może być dużo bardziej powszechny. Miliony użytkowników na całym świecie mogą korzystać z tego produktu. Teoretycznie jesteśmy w stanie dostarczyć milion butelek piwa, ale w praktyce byłoby to bardzo skomplikowane logistycznie oraz dosyć drogie, gdzie w przypadku oprogramowania jest to praktycznie bezkosztowe.

Skalowalność - w tym przypadku proces warzenia piwa, podobnie jak inne procesy, które wytwarzają fizyczne zasoby, jest dużo bardziej ograniczony w aspekcie skalowalności. Rozważmy przykład, w którym chciałbym produkować 100 litrów piwa zamiast 20 litrów (5x). Zamówienie większej ilości surowców nie jest problemem. Głównym problemem byłoby rozwinięcie infrastruktury do wytworzenia 100 litrów piwa. Potrzebowałbym większej kadzi, do warzenia piwa. Następnie dużo większej chłodnicy oraz fermentora. Dodatkowo musiałbym przygotować kilka kegów lub ~200 butelek. Wszystko to wiąże się nie tylko z większym kosztem, ale również z większą wymaganą powierzchnią. W przypadku domowego warzenia piwa również dochodzą ograniczenia prawne. W przypadku oprogramowania, w większości przypadków, nie mamy takich ograniczeń. Jeśli potrzebujemy więcej przestrzeni dyskowej lub CPU, to możemy albo relatywnie prosto je dodać, lub w przypadku usług chmurowych po prostu zmienić konfigurację infrastruktury.

Jak widzimy oba typy procesów wytwórczych różnią się w wielu aspektach. Osobiście proces warzenia piwa był dla mnie bardzo ciekawy, satysfakcjonujący oraz inspirujący, biorąc pod uwagę, że prawie całe moje dorosłe życie spędzam na wytwarzaniu oprogramowania. Skłoniło mnie to też do refleksji nad pytaniem, czy wytwarzanie oprogramowania może być bardziej namacalne oraz kompletne. Myślę, że do kompletności powinniśmy dążyć. Namacalność w oczywisty sposób nie jest możliwa, ale myślę, że możemy to przełożyć na dobry design produktu. Tak, aby użytkownik pierwszy raz stykający się z naszym produktem, wiedział do czego on służy, jak z niego może skorzystać i jakie ma możliwości.

Podsumowanie

Na ten moment jestem bardzo zadowolony z efektów. Wszystkie dotychczasowe warki były udane i smaczne. Bardzo wiele się nauczyłem. Nowa umiejętność odblokowana. Celem na przyszłość jest iteracja po różnych stylach piwnych, następnie wybranie małego grona ulubionych i dopracowanie ich receptur pod moje osobiste preferencje.

Ponadto warzenie piwa jest prostsze niż się wydaje! Bardzo polecam spróbować.